Szef Wydziału Promocji Handlu i Inwestycji Ambasady RP w Pradze o warunkach zatrudnienia w Republice Czeskiej

(Aktualności - Szczegóły)

Data : 03.11.2006

Poniżej publikujemy treść interesującej rozmowy z Remigiuszem Górskim, szefem Wydziału Promocji Handlu i Inwestycji Ambasady RP w Pradze, która ukazała się w Dzienniku Polskim w dniu 31 października 2006.

Atrakcyjna praca, lepsze zarobki
31.10.2006 Dziennik Polski str. 3 Praca w Europie Czechy
Rozmawiała: ALEKSANDRA NOWAK ECzechy
ROZMOWA z REMIGIUSZEM GÓRSKIM, szefem Wydziału Promocji Handlu i Inwestycji Ambasady RP w Pradze

- Przez długi czas w Czechach pracowali głównie Polacy z regionów przygranicznych i w regionach przygranicznych. Od zeszłego roku nie dość, że polskich pracowników w Czechach znacznie przybyło, to jeszcze zaczęli się zatrudniać na terenie całej republiki. Z czego to wynika?
- Z kilku różnych przyczyn. Przede wszystkim w Czechach jest więcej atrakcyjnej pracy niż w Polsce. Jest to kraj znacznie bardziej od naszego uprzemysłowiony, poza tym lokuje się tu więcej niż u nas zagranicznych inwestycji. Z tego powodu jest bardzo duże zapotrzebowanie na fachowców różnych specjalności, a nawet na menedżerów średniego i wyższego szczebla. Dodajmy do tego wyższe niż w Polsce zarobki. Podam przykład - przy granicy polsko-czesko-niemieckiej znajduje się miasteczko Zawidów. Jego burmistrz zasłynął tym, że dzięki swoim dobrym kontaktom zatrudnił całkiem sporą część miejscowych bezrobotnych w Czechach. Okazało się, że podczas gdy w Zawidowie zarobki oscylują wokół 600-1000 zł na rękę, to po stronie czeskiej wynoszą one netto ok. 13-14 tys. koron, czyli 1800 zł. W tamtych rejonach Polski jest to pensja bardzo atrakcyjna, warta zachodu. Wwarunkach czeskich takie wynagrodzenie nie jest bynajmniej uważane za wysokie, gdyż 10 tys. koron netto wynosi tam przeciętna emerytura.
- Niedawno wybuchła afera, gdy okazało się, że w miejscowości Mlada Boleslav, w zakładach Zetka Auto, podwykonawcy Skody, Polacy pracują na dwie zmiany przez kilka dni z rzędu, a pracodawca zaniża im pensje, jeśli nie godzą się zostać po godzinach. Wypadki przy pracy kwalifikowane są jako domowe i pracownicy nie dostają odszkodowań. Robotnicy mieszkają w obskurnych barakach. Czy tego typu przypadki niewłaściwego traktowania pracowników z Polski są w Czechach częste?
- Zdarzają się, ale wynikają nie tyle z postawy czeskich pracodawców, co z umów podpisywanych przez polskich pracowników z niektórymi agencjami pośrednictwa pracy. To one, w pogoni za zarobkiem, negocjują nie najlepsze warunki dla polskich pracowników. Nie dotyczy to oczywiście wszystkich agencji, bo część z nich postępuje, bardzo uczciwie. Tak czy inaczej, radzę zatrudniać się bez udziału pośredników, co chroni przed wykorzystywaniem czy niewłaściwym traktowaniem ze strony pracodawcy. Generalnie Czesi bardzo dobrze odnoszą się do Polaków i oferują im korzystne warunki, także socjalne. Chodzi o dopłaty do obiadów, dowóz do miejsca pracy, czyste szatnie, dostępność pryszniców itd.
Jest jednak i druga strona medalu. Choć zazwyczaj czescy pracodawcy wyrażają się pochlebnie o polskich pracownikach i są z nich zadowoleni, to bywa i tak, że Polacy nie wywiązują się właściwie ze swoich obowiązków. W takiej sytuacji kary nakładane na niesolidnych pracowników, także finansowe, są zrozumiałe.
- Przed 1 maja 2004 r., czyli przed otwarciem swojego rynku pracy, nasi południowi sąsiedzi obawiali się, że w wyniku restrukturyzacji naszego górnictwa i hutnictwa zwolnieni polscy pracownicy będą szukali zatrudnienia w czeskich kopalniach i hutach. Tak się jednak nie stało, a Czesi wręcz potrzebują polskich górników i hutników, bo mają u siebie wakaty. Skąd więc ten nieuzasadniony strach?
- Czeskie górnictwo i hutnictwo, a nawet przemysł zbrojeniowy, co u nas byłoby nie do pomyślenia, zostały całkowicie sprywatyzowane. Pracodawcy, gdy nie znajdują chętnych do pracy na miejscu, u siebie, sięgają po Polaków. Z drugiej strony Czesi, którzy zarabiają lepiej nie tylko od Polaków, ale też od Słowaków i od Węgrów, obawiają się, że cudzoziemcy będą pracować za niższe stawki i staną się dla nich niebezpieczną konkurencją. Bezrobocie w Czechach jest, w porównaniu do naszego, niewysokie, bo wynosi 8 proc., ale jednak istnieje. Ludzie zwyczajnie boją się utraty pracy. Podobnie jak zalewu polskich produktów. Czechy są dla nas ważnym partnerem handlowym, eksportujemy do tego kraju znacznie więcej towarów niż np. do Rosji. Handlujemy praktycznie wszystkim, od surowców, takich jak węgiel i miedź, przez odzież, po autobusy. Więc kiedy na półkach pojawiają się polskie jajka, zaraz ktoś rozpowszechnia informację, dementowaną potem przez tutejszy sanepid, że są to jajka od kur, które były karmione mączką zwierzęcą. Jest to nieuczciwa walka, u której źródła leży właśnie strach.
-WCzechach pracuje prawie 13 tys. Polaków. Chyba nie wszyscy znają czeski?
- Przy taśmie produkcyjnej brak znajomości języka, dość podobnego do polskiego, nie stanowi wielkiego problemu. Zresztą czescy pracodawcy z reguły zatrudniają tłumaczy. Są to zazwyczaj osoby, które mieszkały kiedyś w regionach przygranicznych, np. w rejonie Czeskiego Cieszyna czy miejscowości Frydek Mistek i nauczyły się naszego języka. Oczywiście, by zostać menedżerem w czeskiej firmie, bezwarunkowo trzeba znać język gospodarzy. I, wbrew pozorom, takich ludzi nie jest mało, sam znam wielu Polaków, którzy płynnie mówią po czesku.
- Otwierając dwa lata temu swój rynek pracy, Czesi zapowiedzieli, Remigiusz Górski
że będą go stale monitorować, zwłaszcza w województwach przygranicznych i - w zależności od sytuacji - podejmować decyzje ograniczające zatrudnienie obcokrajowców. Czy, według Pana, może to nastąpić?
- Raczej nie. Czeska gospodarka potrzebuje pracowników z Polski. Nie sądzę więc, by tego rodzaju decyzja mogła zostać podjęta.
- Zdarza się, że Czesi nie do końca uznają kwalifikacje naszych lekarzy oraz dentystów z terenów przygranicznych, którzy chcą pracować w Czechach bez zamieszkania w tym kraju. Jest to naruszenie unijnego prawodawstwa. Czy Czesi mają zamiar jakoś rozwiązać ten problem?
- Na razie nie zanosi się na to, jednak nie jest to dla nas zbyt wielkie utrudnienie. Czeska służba zdrowia nie stoi na takim poziomie, by zatrudnienie w niej mogło być atrakcyjne dla polskich lekarzy. Jeżeli pracują w Czechach, to są to zupełnie sporadyczne, odosobnione przypadki.


Kontakt :
Adres:
flag
CzechTrade Warsaw
Jiří Banot
ul. Wspólna 35
00-519 Warsaw
Poland
Kontakt :
arrow
E-mail: warsaw@czechtrade.cz
WWW: http://www.czechtrade.pl
Phone: +48 22 3803320-22
Fax: +48 22 3803323
TOP